• pl
  • en
  • ch
Wacław Krupiński: KULTURAŁKI

Nurzając się w blaskach festiwalowego lata, tym razem opuściłem Kraków, a sprawili to – krakowianie.

Najpierw za sprawą Jadwigi Romańskiej udaliśmy się wraz z Adamem Radzi­kowskim, prezesem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, do Nałęczowa, gdzie po raz dziesiąty odbywał się adresowany do młodych Międzynarodowy Festiwal Wokalny Belcanto, zatem spotkanie z krakowską primadonną było jak najbardziej właściwe.

Wieczór był okazją, by powrócić do naszej, wydanej przez PWM, książki "Moje woperowstąpienie. Rozmowy z Jadwigą Romańską”, jak i zaprezentować nagrania ze wspaniałego kompaktu maestry "Recital opera”, wydanego dwa lata temu przez Polskie Nagrania. Splatały się zatem arie Verdiego, Rossiniego, Pucciniego z wynurzeniami Jadwigi Romańskiej o jej życiu w sztuce. Z pasją, bo inaczej nie potrafi, mówiła o swym śpiewie "już w łonie matki”, o poświęceniu siebie dla sztuki, bo ta wymaga wielkiej pracy i jeszcze większej pokory, o dążeniu do perfekcji ("Nigdy nie pochwalałam poprawności, przeciętności, zawsze dążyłam do nieosiągalnego ideału”), o miłości do Krakowa, który "jest jedną wielką inspiracją dla twórcy”, o tym, że nie wolno śpiewać dla popisu, wreszcie o życiu, które dla tej artystki było "cudowne, okrutne i bezlitosne”.

I taka też, bezlitosna, okazała się tego wieczoru wybitna artystka dla jednej z młodych śpiewaczek. Zawsze była bezkompromisowa. Za to dla innych młodych była cudowna, komplementując m.in. Kingę Karską, młodą sopranistkę z Krakowa (acz absolwentkę bydgoskiej Akademii Muzycznej). Sopranem śpiewa też Hanna Samson, absolwentka Akademii Muzycznej w Warszawie i Mozarteum w Salzburgu, z Fundacji Pro Arte, będącej organizatorem owego festiwalu, zarazem menedżer kultury (doktorat w trakcie pisania). Witały i żegnały Jadwigę Romańską rzęsiste brawa, podobnie i deszcz, który nie pozwolił spacerować po pięknym Nałęczowie.

Do Poznania powędrowałem, by uczestniczyć w Gali Otwarcia II Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk, którego twórcą i dyrektorem jest Jan A.P. Kaczmarek. Zaprosił bowiem doń Motion Trio. Usłyszał krakowian przed trzema laty w Warszawie podczas koncertu z Michaelem Nymanem i zachwycił się m.in. kompozycją lidera tria Janusza Wojtarowicza "Silence”. Zabrzmiała więc i teraz w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, w koncercie prowadzonym przez samego Kaczmarka, laureata Oscara. Pięknym jego ukłonem wobec tria był fakt, że to właśnie najwięcej kompozycji Janusza Wojtarowicza zabrzmiało tego wieczoru; także "Carrousel” i "Train to Heaven”. Z radością obserwowałem, jak znakomicie je przyjmowano. A wybrzmiały obok "Koncertu Jankiela” Kaczmarka i muzyki owego twórcy do tegorocznego filmu "The Time Being”, obok utworów Lala Schifrina ("Mission: Impossible”) czy Marka Ishama, który długo komplementował krakowskich akordeonistów. Oby to towarzystwo hollywoodzkich twórców miało moc przepowiedni! A grało MT także w towarzystwie Marcina Wyrostka i świetnej młodej Orkiestry Kameralnej l’Autunno pod dyrekcją Adama Banaszaka.

Było coś symbolicznego w tym płynącym przez Poznań muzyczno-filmowym Transatlantyku. Rozpoczęło go Motion Trio, które w 2000 r. otrzymało Grand Prix IV Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. Krzysztofa Pendereckiego, a zamknie prof. Penderecki, który wraz z małżonką otrzyma najważniejszą nagrodę festiwalu – Glocal Hero Award.

Dwanaście lat wystarczyło wirtuozom akordeonu z Krakowa, by wejść w festiwalowe obszary dostępne niegdysiejszemu patronowi niegdysiejszego już konkursu. Puentę dopisał ostatnio Stanisław Gałoński, zapraszając (fakt, w trybie nagłym) Motion Trio do udziału w Festiwalu Muzyka w Starym Krakowie (zagra w niedzielę, 26 bm.), co na antenie Radia Kraków, w rozmowie z Beatą Penderecką (córką twórcy) skomentował krótko: "Czas przestać udawać, że nie istnieją”.

Cztery dni; pomiędzy Nałęczowem i Poznaniem, maestrą Romańską i maestrią Motion Trio.