• pl
  • en
  • ch
PAULINA WILK
W Rio de Janeiro trwa festiwal Polonia Carioca.
W mieście biednych i bogatych polscy artyści prezentują sztukę wszystkim - koncerty i wystawy są otwarte. Dlaczego nasza kultura ma swój festiwal akurat w Rio? Wystawa brazylijskiej artystki Pauli Tropy wiele wyjaśnia. W mieście żyje bardzo liczna Polonia. Czworo Polaków, którzy podczas drugiej wojny światowej wyemigrowali do Ameryki Południowej, opowiedziało jej swoje historie. Nagrania wideo i zdjęcia są pokazywane w Ogrodzie Ruin, centrum artystycznym, które już w belle époque przyciągało elitę kulturalną Rio. Budynek stoi w dzielnicy Santa Teresa, na szczycie wzgórza, z którego rozciąga się zapierający dech widok na miasto. Coraz chętniej wprowadzają się tu artyści, ale tylko najodważniejsi. Wokół są ubogie fawele, a to sąsiedztwo wielu odstrasza. Nie powstrzymało zaproszonych na wernisaż gości, a zarazem bohaterów wystawy. Liliana Syrkis, leciwa i szykownie ubrana Polka, mieszka w Brazylii od początku lat 40. Do Rio trafiła przez Syberię, Kazachstan i Szwecję. - Ojciec zginął w Katyniu -opowiada mi. -Myśmy z matką przedostały się do Szwecji. Tam nauczyłam się szyć. Byłam uzdolnioną matematyczką, miałam ambicje, ale trzeba było z czegoś żyć. Po przyjeździe do Rio zaczęła pracować jako krawcowa, potem otworzyła salon z własnymi projektami. Teraz, po kilkudziesięciu latach, zamyka go. Związków między Polską a Rio najłatwiej szukać w religii. Przytłaczająca większość mieszkańców miasta to katolicy. Dlatego miejsce przed wejściem do potężnego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej zajęła instalacja Mirosława Bałki "Cruzamento". Zbudowany ze stalowych ram i krat krzyż nie stoi pionowo, leży na ziemi. Jest długi na kilkadziesiąt metrów i dość wysoki, by się w jego wnętrzu przespacerować. I zatrzymać przy jednym z pięciu stygmatów -silnych nawiewów powietrza, które dają ulgę od upału, rozwiewają włosy, przynoszą oczyszczenie. "Cruzamento" to konstrukcja otwarta i zamknięta jednocześnie. Przypomina skrzyżowanie, można wejść do niej z czterech różnych stron, spotkać kogoś na swej drodze. Ale gdy już jest się w środku, świat widać przez kraty. Z tej perspektywy religia kojarzy się z opresją. Ta symbolika w Brazylii ma wyjątkowe znaczenie, tu chrystianizacja oznaczała bezwzględną walkę z lokalnymi wierzeniami. Krzyż Bałki to nie gloryfikacja religii, raczej polemika z górującą nad miastem gigantyczną figurą Chrystusa. -Mamy wielu sponsorów, ale ten jest najważniejszy -mówi uśmiechnięty Jairo Countinho, wskazując właśnie na posąg rozpościerającego ramiona Jezusa, który widoczny jest w oddali. Stoimy na basenie ośrodka dla dzieci z pobliskich faweli. Jairo jest tu dyrektorem, w środę polscy akordeoniści z Motion Trio zagrali dla jego wychowanków. Sukces ośrodka nazwanego Przestrzeń Nadziei dla Dzieci jest niebywały. Zanim ruszyły tu zajęcia, w okolicy dochodziło do dziesięciu morderstw dziennie. Teraz nie ma ich wcale. Dzieci i nastolatki zajęły się graniem w siatkówkę i piłkę nożną, czytaniem książek, malowaniem i Internetem. Tak jak Marlon, który zaczął tu przychodzić cztery lata temu: -Miałem 14 lat i po szkole zbijałem bąki. Teraz wiem, co chcę robić wżyciu. Ośrodek uczy dzieci zawodów, szykują się do pracy m.in. jako gazownicy, kelnerzy, barmani. Ale muzycy Motion Trio zrobili wszystko, by przy nich dzieci myślały wyłącznie o zabawie. Ich instrumenty naśladowały odgłosy pędzącego pociągu, karuzeli i nadlatującego UFO. Publiczność reagowała natychmiast, w ruch szły ramiona i biodra. Mali Brazylijczycy klaskali i tupali, łatwo odnajdując rytm nawet w skomplikowanych utworach. Zaskoczył ich Krzesimir Dębski, który przed koncertem bawił się z nimi, a teraz nagle wyciągnął z futerału skrzypce i akompaniował akordeonistom. Chłopcy zaglądali mu przez ramię, żeby zobaczyć, jak wydobywa dźwięki. Wystarczy odejść kilkadziesiąt metrów od budynku, zobaczyć porośnięte ciasnymi domkami wzgórza i strażników z karabinami, by pojąć, że ten ośrodek to oaza. O jego istnieniu wie cała Brazylia, finansują go zwykli ludzie, dzwoniąc i wysyłając SMS. Podobne domy kultury powstały już w czterech innych miastach, a także w Afryce. Powiedział "Rz": Marcin Gałażyn Motion Trio: Chociaż często występujemy charytatywnie, było to dla mnie wzruszające doświadczenie. To jeden z najtrudniejszych koncertów, bo niełatwo dotrzeć do dzieci, które nie mówią naszym językiem i żyją w bardzo trudnych warunkach. Na co dzień w centrum naszych zainteresowań jest Europa, zapominamy, że 70 procent świata żyje w biedzie, takiej jak tutejsze fawele, gdzie średni dochód to 3 dolary dziennie. Byłem poruszony ciepłem, spontanicznością tych dzieci, ich wyczuciem muzyki.