• pl
  • en
  • ch
© F.A.Z. GmbH Frankfurt am Main
Eksperymenty Motion Trio z akordeonem w „Brotfabrik"
„Tradycjonalistom akordeonu wyczerpują się pomysły. Naszym celem jest wydobycie z tego instrumentu nigdy dotąd nie słyszanych tonów”, mówi Janusz Wojtarowicz, kreatywny lider Motion Trio. Urodzonemu w roku 1971 kompozytorowi i wirtuozowi nie brak pewności siebie: „Inne instrumenty są wyeksploatowane, akordeon dopiero teraz jest odkrywany i dopiero teraz eksperymentuje się w grze na nim.” Za mocnymi słowami idą czyny, co ukazują już pierwsze takty klasycznie wykształconego triumwiratu z Krakowa. Pozornie od dawna rozszyfrowane „fortepiany marynarzy” przemawiają tutaj zupełnie nowym językiem, stosują malarstwo dźwiękowe, słychać w nich nawet brzmienie całkowicie odmiennych instrumentów. Dla wydobycia tej wszechstronności akordeonu suwerenni muzycy zamiast trików komputerowych wykorzystują jedynie swoją biegłość manualną i niemal nieograniczoną pomysłowość. Wyrazista wola kształtowania, skrywana przyjemność przywoływania cytatów i frapująca pewność stylu określają repertuar tria. W spokojnej części koncertu prezentowanego w wielkiej sali „Brotfabrik” - wyprzedanej do ostatniego miejsca – muzycy dzięki niuansom subtelnie zagęszczają napięcie i równocześnie oddają hołd tworzącej własną strukturę sile muzyki Jana Sebastiana Bacha. Później robi się coraz rytmiczniej i energiczniej, oprócz nieuniknionego hommage dla tango nuevo pobrzmiewa klasyczny modernizm, Daleki Wschód, a także Kimmo Pohjonen, fiński rewolucjonista akordeonu. Skoczne unisona rozpadają się na indywidualne głosy: w niekończącym zapętleniu się tkwi stoicka fraza, ponad subtelnie wysmakowanymi harmoniami drugiego akordeonu unosi się solo trzeciego, który niepostrzeżenie zamienia się wkrótce rolami z pierwszym. Co nieco „polskiej duszy” prześwituje w tragikomicznych momentach - ale nigdy melodramatycznych - skojarzenia folklorystyczne są natomiast tak rzadkie jak takty polki. Podobnie jak inne rzekomo znane motywy rozbłyskują one gdzieniegdzie zwodniczo, aby zaraz rozpłynąć się w morzu długo pozostających w bezruchu nut i przypominającym staccato falowaniu. Nawarstwienia i przekształcenia struktur opartych na repetycji przywołują na myśl minimalistów, a utwór zdaje się abstrahować hipnotyczną pajęczą sieć „Music for 18 Musicians” Steve’a Reicha. Trio gra po mistrzowsku przy pomocy sugestywnych brzmień. W wysokich partiach akordeony przeistaczają się w smyczki, niekiedy brzmią znowu jak klasyczne drewniane instrumenty dęte, a następnie grzmią z powagą niczym organy. Niemal mimochodem muzycy cytują dźwięki swojego pokolenia, od techno do gameboy, i z somnambuliczną pewnością siebie omijają płycizny. Nie bez powodu zatem trio zbiera międzynarodowe wyróżnienia, mimo iż tak, jak się prezentuje, prawie całkowicie odbiega od stereotypu wykształconych muzyków. Gdy w roku 1996 Janusz Wojtarowicz zakładał trio, Paweł Baranek miał dopiero osiemnaście lat, ale trzeci członek zespołu Marcin Gałażyn, jak by nie było, już dwadzieścia jeden. Motion Trio konsekwentnie stawia w pierwszym rzędzie na własną inspirację. Perfekcja i maestria, z jaką płynnie, bez jakichkolwiek szwów serwują nawet najdrobniejsze motywy, synchronizują linie melodyczne i basowe, wypełniają solówki dysonansami, opierając je równocześnie na romantycznych harmoniach, czy egzekwują raptowne zmiany tempa, zdradzają konsekwentną pracę. W cyklu „Kraków nad Menem”, zorganizowanym przez Frankfurt i jego miasto partnerskie w ramach Polskich Dni Kultury, odbywających się pod auspicjami Europejskiego Banku Centralnego, Motion Trio reprezentuje młodą, progresywną scenę muzyczną. Podobnie jak niektórzy renomowani polscy muzycy jazzowi także i poza swoją ojczyzną wyznacza ono skalę wartości, nawet jeżeli opublikowany obecnie, nagrany w studiu album „Pictures from the Street” brzmi nieco bardziej tradycyjnie niż wspaniały koncert, którego czar poderwał do owacji nawet dystyngowaną publiczność.