• pl
  • en
  • ch
Achim Krauskopf
Dalece odbiega od tego, co przeważnie kojarzy się z akordeonem. Nie folklor. Nie tango. Nie musette. Zamiast tego kobierzec dźwięków, wyjątkowa rytmiczność, elementy rocka, jazz, klasyka i muzyka minimalna.
W poniedziałkowy wieczór, w stoczni Everswerft w porcie Niendorf, Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek i Marcin Gałażyn oddali pełen szacunek swemu przydomkowi „Trio Furioso”.Naprawdę nazywają się „Motion Trio”, od 14 lat grają razem i koncertują po świecie. Trio przywykło do dużej publiczności, dwa lata temu grało w nowojorskiej sali koncertowej Carnergie Hall – a w poniedziałkowy wieczór przykuło uwagę 1000 osób. Bilety na koncert w hali stoczniowej były od dawna wyprzedane. Motion, dynamika: płyną kaskady dźwięków, rytmiczne basy tworzą korpus, nad tym wszystkim falują melodie. Od czasu do czasu trio pozwala sobie na improwizację, dzięki wyśmienitej akustyce wypełnia kruchą architekturę przemysłową kakofonicznymi fanfarami.Jednak większość utworów jest pełnych harmonii. Bazą nadzwyczajnych aranżacji są tacy mistrzowie jak Chopin czy Bach. Mało co zwiastuje, że są to trzy akordeony, które produkują ekstatyczne tony. Trzech Polaków puszcza wodze fantazji; grają przez półtorej godziny z wyraźną radością, produkują również rytmiczne struktury: akordeon zamienia się w bongosy, wykorzystywany jest nawet klekot klap regestrów.Ale to nie techniczna wirtuozeria sprawia, że Motion Trio reprezentuje awangardową grę na akordeonie. W większym stopniu przyczynia się do tego jednorodność współbrzmienia, dzięki której bez trudu rodzą się nadzwyczaj skomplikowane aranżacje.Wzbudzają one frenetyczny aplauz dużej części publiczności. I większość słuchaczy opuszcza halę poruszona przekonaniem, że przy pomocy akordeonu można tworzyć nowoczesną, porywającą muzykę. Burza temperamentu: polskie Motion Trio grało z ogromną fantazją.