• pl
  • en
  • ch
MT w Magazynie Psychologicznym "Charaktery"

Jowita Dziedzic-Golec RMF Classic

Artyści spełnieni
10 lat trzeba było czekać na nowy, autorski album Motion Trio, ale w końcu jest!
„Accordion Stories” to już 12 krążek charyzmatycznego zespołu akordeonowego, który zjechał cały świat. Janusz Wojtarowicz, Marcin Gałażyn i Paweł Baranek - trzy zupełnie odmienne, wyraziste osobowości idealnie się uzupełniają. Janusz jest liderem, on powołał trio do życia. Od dwudziestu lat przyjaźnią się i razem grają. Wzajemny szacunek i wspólne artystyczne cele to zapewne tajemnica ich sukcesu. Do tego dochodzi miłość do muzyki i do akordeonu, instrumentu, który dzięki Motion Trio stał się znów wyjątkowo modny. Cyja w ich rękach nie zna ograniczeń. Skutecznie odczarowali wizerunek akordeonisty, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni. Mają na swoim koncie współpracę z Bobbym McFerrinem, Tomaszem Stańką, Michałem Urbaniakiem, Leszkiem Możdżerem. Ostatnio zajmowali się głównie klasyką, nagrali po swojemu m.in. Szostakowicza, Prokofiewa, Brahmsa, Liszta a ich aranżacja Chopinowskiego Preludium e-moll op.28 nr 4 to chyba najciekawsze jak dotąd podejście do narodowej świętości. Aranżacje Motion Trio są zawsze wyrafinowane, nieoczywiste, ale nie „przekombinowane”. Jednak najcenniejsza jest dla mnie ich autorska twórczość. Fantastyczne wyczucie instrumentu i dar muzycznej wrażliwości sprawiają, że ich muzyka ma w sobie niepowtarzalną moc. Ostatnia oryginalna płyta zespołu była dźwięczną wędrówką po różnych zakątkach świata - na „Metropolis” zespół uchwycił charakter tych miejsc. Natomiast na najnowszym krążku „Accordion Stories” artyści z bagażem doświadczeń wracają do tego, co w życiu najważniejsze - do poszukiwania samego siebie. Jest na nim wiele radości, ale też nostalgii. Każdy z muzyków daje cząstkę siebie. Ich wirtuozeria robi wrażenie, ale nie epatują nią. Każdy z utworów opowiada jakąś historię. Album otwiera „Quetschkommoden Overture” autorstwa Baranka, nazwa nawiązuje do „grającej komody”, która nieraz im pomagała. Słuchając „Tibuchs and Dogs” Wojtarowicza, wyobrażamy sobie spacer z jego córkami i psami (ślepy pekińczyk ma tu nawet swój własny motyw). W „I wanna go Home” pobrzmiewa tęsknota za rodziną na emigracji; „Siberian Waltz” Gałażyna wciąga nas w taneczny wir. Na krążku nie zabrakło muzyki do filmu „Szczęście świata” w reżyserii Michała Rosy, za którą dostali nagrodę na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni, a także utworu, który można nazwać muzyczną wizytówką MT, czyli „The Heart”. To płyta dojrzała, różnorodna, trudno się od niej oderwać. Całość wieńczy „Happy Band” - najlepsze podsumowanie albumu, dowód na to, że spełnieni artyści robią to, co kochają.