• pl
  • en
  • ch
Motion Trio stuknęła osiemnastka; niegdyś w tym wieku zdawało się egzamin dojrzałości. Zespół zdał go znacznie wcześniej.

/8.11.2014 - DZIENNIK POLSKI- Wacław Krupiński/
Kultura. Akordeon przez lata nie cieszył się popularnością. Nazywany był zmarszczem, wstydem, kaloryferem lub świnią. Janusz Wojtarowicz, twórca Motion Trio, uparł się, by udowodnić, że ten instrument wcale nie jest gorszy od fortepianu, skrzypiec czy klarnetu.

Motion Trio kończy 18 lat. Lat niezwykłej kariery, która zaprowadziła trzech krakowskich akordeonistów na najwspanialsze sale koncertowe Europy, USA, Japonii czy Singapuru. 18 lat, w czasie których współpracowali z takimi artystami, jak: Bobby McFerrin, Trilok Gurtu (wirtuoz tabli i instrumentów perkusyjnych, z którym zagrali w Krakowie, w pierwszej części koncertu zespołu Joe Zawinula), Michael Nyman, Zohar Fresco (śpiewający wirtuoz instrumentów perkusyjnych, w Polsce znany z tria Leszka Możdżera), jak Deutsches Filmorchester Babelsberg – po ich koncercie w Poczdamie publiczność biła brawo na stojąco przez 15 minut. Motion Trio stuknęła osiemnastka; niegdyś w tym wieku zdawało się egzamin dojrzałości. Zespół zdał go znacznie wcześniej. Może już w roku 2000, gdy zdobył Grand Prix IV Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. Krzysztofa Pendereckiego, może w 2008, gdy w słynnej Carnegie Hall zagrał dwugodzinny koncert muzyki Pendereckiego, Góreckiego, Kilara oraz własnej, zakończony dwiema owacjami na stojąco. A może w londyńskiej Barbican Center, gdzie dał znakomity koncert z bandem wspomnianego już światowej sławy kompozytora muzyki filmowej, Michaela Nymana. Efektem tej współpracy jest wspólna płyta. Swą grą wywołują entuzjazm słuchaczy; tak było przed laty na prywatnej posiadłości amerykańskiego multimilionera Arie Zweiga, tak było w wiedeńskim klubie jazzowym Joe Zawinula, w Warszawie na urodzinach Andrzeja Wajdy i na wielu międzynarodowych festiwalach. Tak muzyki klasycznej, jak i world music czy jazzowych; wymieńmy choćby: Festival International de Jazz de Montreal, Urkurt Festival w Szwecji (gdzie dominowała world music), Lowlands Festival in Biddinghuizen w Holandii (gdzie zaprasza się wykonawców z kręgu rocka, techno, punku i metalu, i to takich jak: Apocalyptica, The Prodigy, Nick Cave, Marilyn Manson), festiwal Parkmusic w Niemczech (gdzie rozbrzmiewa muzyka Karlheinza Stockhausena i Janisa Ksenakisa) czy Folle Journée we francuskim Nantes, rozsławiający klasykę. Bo trio dowodzone przez Janusza Wojtarowicza przełamuje wszelkie bariery i podziały, w pełni oddając sens słów mówiących, że muzyka nie zna granic. Muzyka Motion Tria nie zna na pewno, głównie dlatego, że ono dawno przekroczyło granice najważniejszą, granicę najwyższych kompetencji – tak w wirtuozerskim opanowaniu instrumentu i pokazaniu, że może służyć on twórczo muzyce Chopina, Brahmsa, Liszta, Szosta­kowicza, Musorgskiego, Chaczaturiana, Pendereckie-go czy Kilara, jak i w absolutnie partnerskim artystycznym zespoleniu z muzykami tej klasy, co – i to nazwisko przywołać się godzi – Leszek Możdżer. „Trio polskich akordeonistów drwi z wszelkich przyzwyczajeń i tradycyjnego sposobu gry na akordeonie, przenosi instrument w przyszłość bez jakichkolwiek efektów elektronicznych” – napisał krytyk „Le Monde”. Niemal u zarania swej misji założył Wojtarowicz, że pogardzany przez lata akordeon (zwany zmarszczem, wstydem, kaloryferem lub świnią) wprowadzi na muzyczne salony świata. Że dowiedzie niezwykłych możliwości brzmieniowych tego instrumentu, co pozwala zastosować go w każdym rodzaju muzyki. Artysta uparł się, by udowodnić, że akordeon wcale nie jest gorszy od fortepianu, skrzypiec, klarnetu. A że dobrał sobie znakomitych kompanów – Marcina Gałażyna i Pawła Baranka – udaje mu się owa misja znakomicie. Poznali się jeszcze w krakowskiej Akademii Muzycznej; to tam się wszystko zaczęło. Później był mozolny i niełatwy, choć barwny i pełen przygód, szlak z akordeonem do sal koncertowych świata. Wiódł przez ulice Krakowa (choćby Floriańską; Marcin Gałażyn nigdy nie zapomni, jak rzucił im pieniążka „jeden z najważniejszych wykładowców”) i przez place wielu miast Europy. Granie „na streecie” dawało środki do życia, a też uczyło – pokory, kontaktu z publicznością i, wymuszając wielogodzinny kontakt z instrumentem, rozwijało warsztat. Janusz Wojtarowicz po latach takich doświadczeń przyznaje, że mógłby napisać poradnik streetowca. Dzięki tym doświadczeniom wie, jak wygląda Wiedeń, nie zgubi się we Freiburgu, Zurychu, Rzymie, Strasburgu, Lyonie, Dijon czy Bazylei... Nie kryje też, że bywało, iż po dwóch miesiącach pracowitych wakacji miał potem z czego żyć aż do następnych. Dziś mają na swym koncie 10 płyt, dostępnych w ponad 30 krajach świata. Część z nich, jak: „Pictures From The Street”, jak „Play-Station” (jej ukazanie odnotował wraz ze zdjęciem zespołu „New York Times”) czy „Metropolis” zawiera kompozycje tak lidera, jak i pozostałych muzyków tria. Dowodzą one jeszcze jednego talentu tria – do pisania pięknej, urzekającej, to rzewnej, to pulsującej rytmem muzyki, niebanalnej i zawsze owacyjnie przyjmowanej. Bo Wojtarowicz, Gałażyn i Baranek po prostu czarują i zniewalają swą muzyką, jej siłą i magią. Dziś jest ona istotnym elementem literatury muzycznej na trzy akordeony i grana jest przez zespoły z różnych stron świata. Janusz Wojtarowicz od początku promocję instrumentu łączy z tworzeniem literatury na ten instrument. Służy temu założone przez niego i jego żonę Annę wydawnictwo Akordeonus, wydające tak płyty tria, jak i nuty. Okładki do nich projektuje żona Marcina Gałażyna, Joanna Styrylska, a ich urodę będzie można odkrywać podczas towarzyszącej urodzinowemu koncertowi wystawy w Operze Krakowskiej. Pośród tych okładek będzie i ostatnia – płyty „Polonium”, zawierającej zaaranżowane przez lidera tria kompozycje Henryka Mikołaja Góreckiego, Wojciecha Kilara (słynna, zawsze owacyjnie odbierana „Orawa”), Witolda Lutosła­wskiego i Krzysztofa Pendereckiego (prawykonana w Carnegie Hall „Ciaccona”). Dodajmy, że kompakt ten dystrybuuje światowy potentat Warner Classics w wielu krajach, w tym na terenie USA. Utwory te, właśnie w wersji na trzy akordeony, docierają z kolei do muzyków świata dzięki krakowskiemu Polskiemu Wydawnictwu Muzycznemu. W najbliższym czasie materiał z płyty „Polonium” poznają widzowie TVP Kultura. 24 listopada jej kamery zarejestrują bowiem cały ów koncert Motion Tria oraz, dołączającego w kompozycji Góreckiego, Leszka Możdżera. Ta płyta, jak mówi Wojtarowicz, to już ostatnie spotkanie tria z klasyką, której krakowscy akordeoniści poświęcili parę ostatnich lat za sprawą przywoływanego już festiwalu w Nantes, gdzie kolejne płyty (w tym z muzyką Chopina!) nagrywali live. Bo Wojtarowicz broni się przed jakimkolwiek szufladkowaniem tria. Nie przypadkiem w tym samym roku co „Polonium” ukazał się album „Nic się nie stało”, który firmował wrocławski raper L.U.C i właśnie Motion Trio. Jego twórca lubi przywoływać McFerrina, którego nie sposób zakwalifikować; on jest po prostu sobą, nieważne, czy śpiewa jazz czy klasykę, na przykład z mistrzem wiolonczeli – Yo Yo Mą. Jako kompozytor lider tria również wkracza w różne rejony; pisze to zaaranżowane w wersji techno „Carrousel”, to nostalgiczne, kojące uszy „Litte story”. Jaka będzie kolejna płyta tria krakowskich akordeonistów? Nie chcą o tym za bardzo mówić, ale towarzysząc im od lat, mogę się domyślać, że trio powróci do muzyki własnej i może zrealizuje zamysł, by nagrać kompozycje inspirowane, mówiąc ogólnie, dziećmi, a tak się składa, że wszyscy trzej muzycy są ojcami córek. I o tych 18 latach kariery opowie trio muzyką podczas urodzinowego koncertu w Operze Krakowskiej – tym razem z udziałem sławnej śpiewaczki, znanej i z Metropolitan Opera – Małgorzaty Walewskiej. Akordeon w świecie opery? A dlaczego nie? KONCERT Z okazji swych 18. urodzin krakowscy akordeoniści dadzą koncert 17 listopada o godz. 19 w Operze Krakowskiej. Zaśpiewa z nimi gwiazda Metropolitan Opera Małgorzata Walewska.

waclaw.krupinski@dziennik.krakow.pl