• pl
  • en
  • ch
Akordeon redivivus

Trójka wspaniałych muzyków pokazuje, jak szeroki wachlarz brzmień można wydobyć z akordeonu. Zachwyca mnie ich emocjonalność połączona z precyzją, umiejętne budowanie napięcia, a gdy trzeba – delikatność.

charaktery

Akordeon redivivus

Jerzy Maksymiuk MAKSYMALNIE
CHARAKTERY • KWIECIEŃ 2017

Akordeon długo był w niełasce, dziś jednak znów oczarowuje słuchaczy. Ja także przypomniałem sobie o istnieniu tego instrumentu i zachwycam się jego możliwościami.

Białystok nieodmiennie kojarzył mi się i nadal kojarzy z moją niezwykłą matką i… dźwiękiem akordeonów. „Harmoszki” rozbrzmiewały bowiem niegdyś na białostockich Bojarach bez przerwy. Tanga, romanse, także czastuszki, bo rosyjska muzyka potrafi przecież porywać. W skrócie: grano to, co melodyjne, rytmiczne, łzawe. Na harmonii grał także mój ojciec, najczęściej to, co lubił, czyli „Lekką kawalerię” Suppégo (tak często ją słyszałem, że znienawidziłem doszczętnie). „Czardasz” Montiego i walc „Nad pięknym modrym Dunajem” też stale rozbrzmiewały. Ja czasem grałem „Oczy czarne” – wtedy melodię numer jeden. Byłem nastolatkiem, ale ojciec zabierał mnie na wesela. Pewnie graliśmy tam, co chcieli. Prototyp akordeonu został zbudowany w 1822 roku, udoskonalił go później w Wiedniu Cyrill Demian. Prawa ręka ma do dyspozycji klawiaturę jak w fortepianie (do melodii), lewa – guziki (do akompaniamentu). Te dwie klawiatury łączy miech. Rozciągany ręcznie, wytwarza prąd powietrza, który wprawia w drganie stroiki, i tak powstaje dźwięk. W akordeonach guzikowych melodię wydobywa także prawa strona, lewa służy do akompaniamentu akordowego. Tyle w skrócie o budowie tego drewnianego, czasem wspaniale lakierowanego instrumentu. W latach 50., i wcześniej, akordeon dotarł pod strzechy. Z czasem jednak większości zaczął się kojarzyć z niską kulturą. Społeczne aspiracje nie sprzyjały akceptacji instrumentu, na którym grano na podwórkach i na weselach. Może też dlatego, że nie zawsze miały go w rękach utalentowane osoby, a ich gust bywał dyskusyjny. Poza tym akordeon stał się ulubionym instrumentem rosyjskich żołnierzy, a jak wiadomo radzieckie porządki nie podobały się Polakom. Akordeon na długo popadł w niełaskę. Chyba do czasu, gdy Marcin Wyrostek zaczarował widzów swoją grą w telewizyjnym programie „Mam talent”. I niczym Małysz zainspirował wielu do naśladowania. Ja także przypomniałem sobie o istnieniu tego instrumentu. Zachwyt jego możliwościami wzmogło jednak przede wszystkim spotkanie z Motion Trio. Trójka wspaniałych muzyków pokazuje, jak szeroki wachlarz brzmień można wydobyć z akordeonu. Zachwyca mnie ich emocjonalność połączona z precyzją, umiejętne budowanie napięcia, a gdy trzeba – delikatność. Podziwiam zwłaszcza mistrzostwo w „Koncercie na klawesyn” Góreckiego, zaadaptowanym przez Janusza Wojtarowicza, założyciela zespołu. Ależ robi wrażenie ! Liderowi towarzyszą Paweł Baranek i Marcin Gałażyn. Indywidualiści, jak szef, ale umiejący podporządkować indywidualność zespołowi. Zasłużenie docenieni zostali przez takie sławy, jak m.in. Bobby McFerrin, Michael Nyman i Michał Urbaniak, obok których występowali. Obiecałem tym wykształconym i utalentowanym muzykom utwór, bo brakuje ich na akordeon. Wrócę więc myślami do lat, gdy tyle było marzeń i…czasu. Spróbuję się pocieszyć, że go wykorzystałem.

JERZY MAKSYMIUK, pianista, dyrygent, kompozytor, autor utworu „Lament serca. Kielcom in memoriam”.